Podsumowania

Styczeń 2019. Podsumowanie

05/02/2019

Czytelniczy Nowy Rok rozpoczęłam bardzo dobrze. Jeśli wierzyłabym w symbolikę i numerologię, to uznałabym mój wynik za przepowiednię rewelacyjnego roku. Czyż siódemka nie wróży szczęścia? A jakie lektury umilały mi czas i co o nich sądzę? Zapraszam poniżej.

Jeśli obserwujecie mój profil na Instagramie to wiecie, że w miesiącu dzielę czas na czytanie książek, które sama sobie wybieram (lub otrzymuję do recenzji) oraz to, co akurat chcą czytać moje kochane Szkraby. Dorosłych książek przeczytałam trzy, z których jedna była lekkim rozczarowaniem, a dwie okazały się świetnymi pozycjami. Dziecięca literatura nieco w tym miesiącu przeważyła osiągając wynik cztery – trzy pozycje super, jedna dobra. Co zatem czytałam?

Nasze Małżeństwo, Tayari Jones

To pierwsza książka tego roku, która okazała się od razu świetną lekturą. Takie wejścia w nowy okres podsumowań to ja bardzo lubię ;-). Opowiada ona o losach dwojga Afroamerykanów, których krótkie małżeństwo zostało przerwane okrutnym zbiegiem okoliczności. Jest to przejmująca historia o miłości, przyjaźni, wzajemnym zaufaniu, relacjach rodzinnych, a także sytuacji w jakiej wciąż żyją Afroamerykanie w USA. Szerszą recenzję znajdziecie klikając w link. Książka ta otrzymała ode mnie notę 9,5/10. Bardzo polecam!

12 miesięcy ze Świętym Mikołajem czyli trawnik pełen reniferów, Friedbert Stohner

Pierwsza książka dziecięca tego roku i jak większość z naszych styczniowych czytanek dotyczy tematyki świątecznej. Jak myślicie, czy Święty Mikołaj może zamieszkać z wybraną rodziną przez cały rok? Okazuje się że może, i że ta rodzina nie ma w tej sprawie nic do gadania! Książka jest przyjemna, choć momentami nieco monotonna. Składa się z 13 rozdziałów, każdy na jeden miesiąc, w którym Mikołaj towarzyszy rodzinie Wetekamp. Początek każdego rozdziału zwiastuje ilustracja – obrazki są przyjemne dla oka, a niektóre z nich wywołują uśmiech na twarzy. Książka podobała się mojemu 7-latkowi, natomiast 5-latek momentami się nudził. Mnie historia jakoś specjalnie nie porwała, choć w kilku fragmentach śmiałam się wraz z dziećmi. Na okres świąteczny jest to przyjemna lektura, jednak nie sądzę, że dzieci będą do niej często powracały. Być może samodzielnie przeczytają ją za jakiś czas i same w pełni ocenią jej walory. Jak dla mnie to 7,5/10, choć starszy synek zapewne chciałby dać nieco wyżej ;-).

Tutaj jesteśmy, Oliver Jeffers

Książka autora bestselerowego już Chłopca i Pingwina. Jest to wielkoobrazkowa instrukcja dla młodszych dzieci, którym autor pragnie pomóc w zrozumieniu czym jest Ziemia, gdzie się znajduje, z czego się składa i jacy są jej mieszkańcy. Na pięknych, szczegółowych i wielobarwnych ilustracjach autor pomaga małemu czytelnikowi odnaleźć swoje miejsce w wielkim i wciąż niepojętym świecie, który go otacza. Choć książka jest skierowana do nieco mniejszych dzieci niż moi synowie, to z wielką radością patrzyłam jak chłopcy odkrywali kolejne strony, dyskutowali na temat tego co widzą, a starszy czytał niewielką ilość tekstu bratu, a potem mnie, jednocześnie zwracając naszą uwagę na szczegóły ilustracji. To książka, która musiała się u nas znaleźć, i która już wielokrotnie była wyjmowana z biblioteczki. Nasza wspólna ocena to 8,5/10 w szczególności za przepiękną oprawę graficzną.

Cokolwiek wybierzesz, Jakub Szamałek

Jak dla mnie, jest to rewelacyjny thriller, doskonale wpasowujący się w obecne realia panujące na świecie. Nie chcę się wdawać w szczegóły, bo właśnie piszę dla Was recenzję. Powiem tylko, że wciąga bardzo i równie mocno szokuje. Otwiera też oczy na pewne aspekty, których większość z nas pewnie nawet nie bierze pod uwagę. Szczegóły już wkrótce ;-).

List od… 2. Święta przez cały rok, Katarzyna Ryrych

Kontynuacja bardzo dobrze przyjętej książki charytatywnej z 2017 roku. Tym razem Linus i Rudolf pomagają Majkowi w akcji świątecznej, która trwa podczas… wakacji. Poprzez swoje przygody chłopcy pokazują, że dobro można ofiarować nie tylko w okresie Bożego Narodzenia, i że wcale nie wymaga to ogromnego wysiłku, a pomysłowości, odwagi i przede wszystkim chęci. Podobnie jak w pierwszej części i tu  jest sporo akcji, dużo humoru, a także momenty, w których czytelnik oddaje się przemyśleniom i refleksji. I choć książka jest skierowana do dzieci – moi chłopcy od początku do końca słuchali z pełną uwagą i chętnie rozmawiali ze mną o tym co ich zaciekawiło – to także dorosły nie będzie się przy niej nudził. Duży plus daję za walory dydaktyczne tej pozycji, za uwrażliwienie młodego czytelnika na los starszych osób. To książka z przesłaniem, po którą warto sięgać nie tylko od święta. Dodatkowo – kupując ją pomagamy, a to także niezwykle ważne. Z wielką ochotą przyznajemy tej pozycji notę 8,5/10.

Gwiazdkozaur, Tom Fletcher

Gwiazdkozaur przez rok oczekiwał w biblioteczce chłopców, aż przyszedł dzień gdy mój chory 5-latek zadecydował, że nadeszła odpowiednia pora na czytanie. I rzeczywiście! Historia Williama Trundle tak pochłonęła synka (i mnie też ;-)), że 416 stron śmignęliśmy w dwa dni. Dzieje się tu dużo, a autor tak skonstruował kolejne rozdziały, że naprawdę trudno jest przerwać i nie zastanawiać się, co tam zdarzy się dalej. Są tu bohaterowie zarówno dobrzy jak i źli, a ich cechy i postępowanie mają w treści rozsądne wyjaśnienie. I mimo tego, że książka zawiera sporo gorzkich faktów nie jest przytłaczająca, gdyż Tom Fletcher umiejętnie żongluje napięciem, humorem, smutkiem, a nawet grozą. Zachwyt i pełne skupienie 5-letniego chłopca były dla mnie dowodem, że zakup tej książki był świetnym posunięciem. Jest to kolejna bardzo dobra książka, która zasługuje na mocne 9,0/10 w styczniowych lekturach.

Lata powyżej zera, Anna Cieplak

I tu niestety moje styczniowe rozczarowanie. Oczekiwałam, że książka reklamowana jako pokoleniowy manifest, pokaże pełnię lat, które opisuje. Mamy tu natomiast losy, jak dla mnie, niezbyt mądrej i niedojrzałej dziewczyny, której postępowanie mogłoby równie dobrze być osadzone teraz jak i w latach 80-tych, wystarczyłoby tylko zmienić kilka faktów. Przyznam, że kilka wspomnień było mi bliskich – przegrywanie muzyki na kasety, początki telefonów komórkowych i niezliczona ilość „sygnałków” puszczanych z gronem najbliższych przyjaciół czy pierwszymi sympatiami, słynne Gadu-Gadu… Jednak to zdecydowanie za mało, bym mogła się utożsamić z realiami opisywanymi przez Annę Cieplak, a przecież te lata to moje późne dzieciństwo i młodość właśnie. Główna bohaterka od początku do końca mnie drażniła. Jej wybory były momentami po prostu durne, a nawet jak dało się je uzasadnić to autorka nie pozwalała dziewczynie uczyć się na błędzie tylko pchała ją w kolejną irytującą i jeszcze głupszą sytuację. Postawa rodziców też pozostawia wiele do życzenia – fakt, było inaczej, ale nie tak, że rodzice mieli całkowicie gdzieś los swojego dziecka. Nie polubiłam czasów przedstawionych w tej książce, a przecież w nich się wychowałam – też w niewielkim mieście, choć nie na Śląsku, a w obecnym Podkarpaciu. Jak dla mnie to tylko 7,0/10. A szkoda, bo potencjał tematu był spory.

Tak wyglądał mój czytelniczy styczeń. A jak u Was? Pochwalcie się!

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply