Recenzje

Jowita. Zachariasz Suchodolski

11/07/2019

Na Jowitę Zachariasza Suchodolskiego natrafiłam poprzez instagramowy profil wydawnictwa Videograf, na którym zwróciłam uwagę na bardzo intrygującą szatę graficzną okładki. Zresztą opis pod zdjęciem też mnie zaciekawił, co sprawiło, że tym chętnie skorzystałam z możliwości recenzji powieści. I powiem Wam jedno – nie żałuję ani chwili poświęconej lekturze. 

Zachariasz Suchodolski to ponoć nieuleczalny książkoholik, sympatyk kotów oraz smakosz pizzy. Jeśli to prawda, to miałabym z nim wiele tematów do rozmowy, zajadając się włoskim smakołykiem ;-). W sieci jest znany jako bloger prowadzący Podwieczorek u Morfeusza. Jowita to debiut literacki Zachariasza. 

Historię bohaterów Jowity poznajemy z punktu widzenia osiemnastoletniego Karola, który w zakładzie karnym odsiaduje dożywocie. By przetrwać karę i nie zniżyć się do poziomu współwięźniów chłopak potajemnie prowadzi dziennik. Zapisuje w nim wspomnienia z wakacji – czasu, który był dla niego zarówno najcenniejszym jak i najbardziej destrukcyjnym okresem w życiu. Chłopak jest inteligentny, oczytany, jednak od zawsze ma problem z nawiązywaniem znajomości i świadomie stroni od ludzi. Nie ma więc potrzebnego doświadczenia, by poprawnie odczytywać komunikaty wysyłane przez innych. Wszystko się komplikuje, gdy za namową jedynego, bliskiego kolegi udaje się na ognisko organizowane przez rówieśników. Poznaje na nim Jowitę, w której zakochuje się obsesyjną miłością, co nie może skończyć się dobrze…

Czytając powieść od początku można domyślić się jej tragicznego zakończenia, jednak umiejętnie zbudowane napięcie oraz stopniowe udzielanie informacji sprawia, że książkę trudno odłożyć dopóki jej się nie skończy. Niby wszystko wiadomo, ale to koniec odsłania wszystkie karty i sprawia, że całość jest tak dobra i zaskakująca. Autor świetnie przeprowadza czytelnika przez psychologiczne meandry ludzkiej osobowości, nie przytłaczając jednocześnie nadmiarem fachowych terminów. Przyznam, że trochę się tego obawiałam, zwłaszcza po przeczytaniu fragmentów z recenzji zamieszczonych na okładce książki. 

Mamy tu dwa typy narracji, przy użyciu których autor rozgranicza czas wydarzeń. Narracja trzecioosobowa to pobyt Karola w więzieniu, dzięki czemu możemy patrzeć na bohatera z dystansem, bez nadmiernego analizowania jego przeżyć, działań czy przemyśleń. Autor pokazuje przez to, że to nie kara jest najważniejsza, a działania, które do niej doprowadziły. O nich Karol, w narracji pierwszoosobowej, pisze w dzienniku. Dzięki tej zmianie perspektywy, czytając możemy wcielić się w głównego bohatera, niejako przeżywamy to co on i możemy też to poczuć, co momentami jest bardzo niepokojące. Wydarzenia z przeszłości i te z więzienia są przemieszane, jednak nie ma tu chaosu, a celowe porcjowanie informacji, tak by czytelnik nie czuł znudzenia, a jedynie narastające napięcie i ciekawość. Nie tylko ta nietuzinkowa konstrukcja sprawia, że Jowita jest bardzo dobrym debiutem. Wpływa też na to rewelacyjna sprawność językowa, jego plastyczność i ewidentne oczytanie autora. Niejeden znany już autor mógłby pozazdrościć Zachariaszowi Suchodolskiemu umiejętności posługiwania się rodzimym językiem.

Poza konstrukcją i wyróżniającym się poziomem językowym podoba mi się także charakterystyka postaci. Nikt nie jest idealny lub przesadnie zły. Od początku można odczuć, że z Karol mocno różni się od rówieśników – mimo młodego wieku jest samotnikiem, czas wolny spędza czytając mnóstwo książek lub pijąc alkohol z jedynym kumplem. Nie interesują go dziewczyny, przynajmniej do czasu pojawienia się Jowity. To ona wywołuje w nim istną burzę hormonów, która wywraca dotychczasowy świat chłopaka do góry nogami. A jaka jest Jowita? W oczach Karola to istna bogini, która z każdym spotkaniem kusi chłopaka coraz bardziej. W rzeczywistości to zwykła nastolatka szukająca towarzystwa w czasie kilku tygodni wakacji spędzanych u rodziny. Poza tą dwójką jest kilkoro nastolatków, rodzina Karola, a także współwięźniowie oraz strażnicy więzienni. Wszyscy razem tworzą barwne towarzystwo, które ubogaca główny wątek książki.

Na koniec łyżka (no… może łyżeczka) dziegciu w beczce miodu – lekkie zastrzeżenie mam co do końca książki – jest to dobra klamra zamykająca całość, jednak mam wrażenie, że po rewelacyjnym początku i rozwinięciu, autor nie poradził sobie w równym stopniu z zakończeniem. Brak mi tu refleksji Karola nad tym co zrobił, jakiejś puenty, która sprawiłaby, że czytelnik po spędzeniu świetnych chwil z książką, pozostałby dłużej pod jej wpływem. Zawiodłam się nieco, tym, że z tej głębokiej analizy z dziennika na koniec nic konkretnego nie wynikło, a Karol pozostał chłopakiem, który zrobił coś złego i ponosi za to karę, akceptując fakt, że resztę życia spędzi odizolowany od reszty świata – na chłodno, bez emocji czy jakiejkolwiek autorefleksji. A może o to właśnie chodziło autorowi, a ja niepotrzebnie poszukiwałam w powieści potrzeby wewnętrznych zmian bohatera? 

Jak na debiut Jowita jest zaskakująco dobra i z czystym sumieniem Wam ją polecam. Mimo ciężkiej tematyki czyta się ją lekko i szybko. Liczę, że nie będzie to jedyna powieść Zachariasza Suchodolskiego i wkrótce do Jowity dołączy kolejna książka.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Videograf, gdzie kupicie książkę 😉

A jeśli jesteście zainteresowani samym autorem zaglądajcie na profil Zachariasza Suchodolskiego, na Facebooku.

Tytuł: Jowita

Autor: Zachariasz Suchodolski

Wydawnictwo: Wydawnictwo Videograf, 2019

Liczba stron: 296

Subiektywna ocena: 9,0/10

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply